Oswajam nową przestrzeń.
Co chwila zmieniam układ strony, kolory tła, styl i rozmiar czcionki.
Tak jakbym wprowadzała się do nowego domu. Wybierała próbki tapet, przestawiała meble, wybierała kolor poduszek i długość zasłon.
Bo ma tu mi być wygodnie.
Mam czuć, że to moje miejsce.
Najchętniej zabrałabym wszystko z tego dawnego miejsca, ale przed każdą przeprowadzką trzeba zrobić poważny bilans. Zdecydować, co zapakować do kartonów i zabrać ze sobą, co wyrzucić…

Powinnam czuć ekscytację, że oto nowe, że mogę się urządzić tak, jak chcę.
 Ale wciąż czuję, że moje miejsce jest tam, gdzie pisałam przez ostatnie lata.
Tylko od strony technicznej z tym pisaniem było coraz ciężej. Nie było mi wygodnie, byłam jak intruz, mimo tego, że próbowałam dostać się w swoje miejsce. System zabezpieczeń nie rozpoznawał mojego głosu ani słów.
Zabrałam więc słowa i się urządzam.
Jeszcze trochę poprzestawiam.
Jeszcze trochę pobawię się formą.
A potem będę zapełniać ją treścią.
Nie stało się nic. Nic od czego mogłabym zacząć swoją opowieść na nowo. Bez prologu, bez wstępu. Zjawiam się nowym miejscu i zaczynam od środka tego, co zostawiłam tam.  
A teraz jestem tu…