Jedną stopą staję za progiem i już słyszę jak śpiewają do mnie drzewa.
gik – gik, fit – fit, cik – cik przeplata się kląskanie słowika ze śpiewem jaskółki. Piski wróbla próbują wtórować wibrującemu trelowi skowronka a sroka szorstkimi okrzykami przywołuje wszystkich do porządku.
Gdzieś tam na końcu gałęzi siedzi sobie szpak. Ćwierka, skrzeczy, klekoce, gwiżdże, splata swoje śpiewy z zasłyszanymi dźwiękami innych ptaków. Przedrzeźnia je, a one odpowiadają mimetycznemu skrzydlatemu.
Od wczesnego rana sroki budują gniazdo na brzozie, wieczorem nowy dom  jest już gotowy. Szpak ze źdźbłem trawy w dziobie rozgląda się między gałęziami szukając odpowiedniego miejsca.
Uwija się życie.
Tłusty bąk kręci się między białymi kwiatami czereśni. Mogłabym przysiąc, że wczoraj rano były tylko na dolnych partiach drzewa, a dziś bieli się już cała korona.
I mogłabym przysiąc, że wczoraj przy drodze drzewa były lekko zielonkawe a dziś różowieją.
W zeszłym tygodniu nad jednym lubuskim jeziorem pachniał i żył mi las. Młode cielaki z krnąbrną sierścią biegały radośnie między dostojnymi krowami. A u nas było szaro, zimno i nużąco.
A teraz pachnie i żyje mi wszystko na wyciągnięcie ręki, na mrugnięcie okna, na wdech powietrza.
Chciałoby się dodać gazu, ale trzeba uważać na pochowane w przydrożnych trawach kocięta, zające przebiegające przez szosę, rowerzystów i traktory mozolnie sunące bocznymi, wąskimi drogami.
Wczesnym rankiem dźwięk sms-a.
Nowe życie.
Już jest.