Zatrzymałam się za trzecim samochodem, tuż przy wyjeździe z mojego osiedla. M-ka, z tyłu, opowiadała o swoim śnie. Migacz do skrętu w lewo wydawał miarowy dźwięk. Droga, średniego ruchu, na którą miałam wjechać zaczęła się korkować z lewej strony. To za sprawą pani w małym aucie, która chciała skręcić na przedszkolne podwórko. Samochody jadące z naprzeciwka nie zatrzymywały się. Pani w małym aucie nie mogła wjechać przez bramę, my nie mogliśmy się włączyć do ruchu. Mijały kolejne sekundy. Rodzice odwożący dzieci do przedszkola, muszą zatrzymywać się na chodniku, tuż przy tej drodze. I gdzieś tam dalej, ktoś właśnie próbował parkować lub wyjechać, przez co samochody nadjeżdżające z prawej strony zaczęły zwalniać, aż w końcu też się zatrzymały. Byłaby to świetna okazja dla pani w małym aucie, aby skręcić w lewo i wjechać przez przedszkolną bramę – jakieś 20 metrów. Byłaby, gdyby pani w bardzo dużym aucie ignorująca istnienie małych, bocznych uliczek, nie zastawiła wjazdu. Pani w małym aucie, wykonała ruch ciała sugerujący całkowity opad rąk. Wśród odgłosów silników dało się słyszeć jęk zawodu i rozczarowania pozostałych kierowców, którzy liczyli, że pojadą przed siebie. Pani w bardzo dużym aucie w mig zdała sobie sprawę ze swojej nieuwagi i postanowiła naprawić sytuację. Zaczęła cofać kompletnie ignorując sytuację na drodze, którą mogła dostrzec w lusterku umieszczonym tuż nad swoją pełną loków głową.  Gdyby uniosła choć trochę wzrok, zapewne dostrzegłaby za sobą sznur zbliżających się samochodów a zwłaszcza pana w srebrnym aucie. Pan w srebrnym aucie chcąc uniknąć zderzenia z panią w bardzo dużym aucie jednocześnie wcisnął klakson i wjechał na chodnik. O mały włos nie potrącił jadącego po tym chodniku na rowerze 10letniego chłopca. Poprzez niezbyt mądrą decyzję pani w bardzo dużym aucie, pani w małym aucie mogła skręcić i wjechać w swoją upragnioną uliczkę, co też uczyniła. I gdy już prawie przejechała przez przedszkolną bramę, coś walnęło w tył jej małego samochodu. To był rower z 10letnim chłopcem, który mijając pana w srebrnym aucie obejrzał się na niego przez ramię tracąc z wzroku to, co było przed nim. 
Na szczęście – chłopcu nic się nie stało. Pani w bardzo dużym aucie odjechała. Pan w srebrnym aucie spojrzał w moją stronę. Usta miałam zakryte ręką. 
A wszystko to jakaś minuta. I to tuż przed wejściem do przedszkola. 
Jakaś minuta błędnych, nieprzemyślanych decyzji. Mogła kosztować życie i zdrowie.
Ludzka bezmyślność jest okrutna i brutalna. Tak jak patrzenie tylko na to, co przed własnym nosem, nastawienie jedynie na cel, bez analizy środków, bez zwrócenia uwagi na kontekst. Byle do przodu, byle załatwić swoje. Działania ad hoc. Jesteśmy nierozważni, ślepi na innych wokół nas.