nożyczki

Kochany Święty Mikołaju!

Mamy do pogadania. Pamiętasz mój zeszłoroczny list do Ciebie? Ten, w którym prosiłam o kalendarz adwentowy dla mnie? 
Umówmy się: coś poszło nie tak. Bo tak jakby w tym roku mogłabym wysłać list o tej samej treści (zgadza się, nadal nie umiem pleść idealnych warkoczy).
W ogóle nie przyjmuje do wiadomości faktu, że byłam niegrzeczna czy coś. Po prostu tego nie ogarnęliśmy. Myślę, że jednak zbyt dużo było tego wina: albo ja za słabo wyartykułowałam swoje potrzeby, albo Ty spakowałeś drobiazgi w złej kolejności (uprzedzałam, że jest ona kluczowa). 
Nie przejmuj się. Każdy popełnia błędy. Mi też zdarza się czasami wysłać maila nie do tego adresata albo zapomnieć o załączniku. Czasami nawet w dwóch mailach pod rząd.
Nie zmienia to jednak faktu, że czuję się podobnie jak w ’86 (plus, minus rok), gdy dałeś mi flanelową koszulę (ja rozumiem, że w PRLu było ciężko, ale serio… damskich nie było?) i lalkę o białych włosach (dałeś mi STARĄ lalkę, która we wszystkich zabawach odgrywała rolę złej staruszki lub nieuleczalnie chorej kobiety. To nie była szczęśliwa lalka). Nie bolałoby to tak bardzo, gdyby nie fakt, że R. dostała zestaw do parzenia herbaty. RÓŻOWY. Przepłakałam wtedy całe dwie zwrotki „Wśród nocnej ciszy” w ciemnym pokoju. A potem było mi strasznie przykro, że pewnie Tobie jest przykro, że tą koszulą nie trafiłeś w mój gust.
Dziś też mogłabym się rozpłakać, ale dzisiejszy płacz bez powodu, mam już za sobą. Chyba wyrobiłam sobie nawyk. Podobno wystarczy na to 21 dni, ja tak mam od kilku miesięcy. 
Ja Ci ogólnie nie chcę głowy zawracać, bo jednak masz ciężką pracę (dobrze, że strajki Lufthansy Ciebie nie dotyczą). Ale z drugiej strony, trochę tego wina jednak w zeszłym roku wypiłeś i to już jest po prostu kwestia zasad. 
Czasem myślę, że może ja zbyt pazerna jednak byłam? Może te 24 drobiazgi typu cierpliwość, wiara w siebie, to jednak za dużo? A może to miało być coś w stylu B2B? W sensie, że Ty mi coś, a ja Tobie też (i chyba nie miałeś na myśli wina)? Albo może fakt, że ja to tak biernie przyjęłam, założyłam, że się zdarzy, bo tak? A może trzeba doceniać stare lalki i flanelowe koszule? (tym razem, bym taką nie pogardziła. Może być męska). 
Chyba, że to jednak chodziło o to, że w zeszłym roku nie było ciastek?
No dobra. W tym roku będą. I to z glutenem. Położę też mleko. Z laktozą. 
Jeśli kubek będzie pusty, to znaczy, że kot zrzucił zabezpieczenie i je wypił. Jeśli jednak uda Ci się je wypić, to proszę, przykryj czymś ten kubek, żeby kot nie próbował wylizać resztek, bo potem całe mieszkanie zarzyga, a ja mam wykładzinę i będę miała: kłopot, kiepski poranek i znowu zacznę ryczeć. Kotu też do śmiechu nie będzie.
Tak. Wino też jest, w tym samym miejscu, co ostatnio. Albo Likier Karkonoski – jak wolisz. W zasadzie to możesz sobie trochę u nas posiedzieć. Co mi szkodzi. Mam kilka fajnych płyt i dobrych książek. Tylko poodkładaj je na miejsce. Płyty alfabetycznie, książki kolorystycznie. 
I wiesz… ja chyba ze wszystkim sobie jakoś poradzę. Lepiej bądź gorzej, Ale czy mógłbyś dać mi czas? Taki na odłączenie, choć na chwilę? Bym mogła słuchać tej muzyki, bez myśli w głowie, że coś, gdzieś, ktoś? Żebym mogła zatracić się książce. Zasłuchać, zaczytać, zapatrzeć. Zamarzyć. I żeby ten krótki czas był czysty, bez cienia poczucia winy, że myślę o sobie, takie święte pięć minut. Chociaż. 
A jeszcze jakbym nie ryczała tak co chwila z byle powodu i nie śmiała się z tego jednocześnie, to w ogóle byłoby świetnie, bo ludzie zaczynają myśleć, że jestem zdrowo szurnięta, a jednak wolałabym się z tym nie obnosić. I nie pozwól mi zgubić mojego optymizmu, tej wiary w dobre zakończenia i mojego upartego serendipity, bo to jednak strata będzie. Ta wiara w siebie samą też się przyda. Przecież na dłuższą metę, nie można tak bardzo deprecjonować siebie. I jeszcze jakby się dało załatwić siłę, taką fizyczną, to za rok Ci renifery na balkon wniosę.
Mijaj zdrów otwarte okna. 
K.

*karteczki z cyframi ze zdjęcia pochodzą z bloga  My Pink Plum