Książka; tulipan, serendipity, kasia lamassu
Józef  Hałas, Notatki z pracowni
Zawijam każdą z myśli na supeł, by o niej nie zapomnieć. Dlatego głowę mam poplątaną, zasupłaną i utknęłam w gąszczu zbitych pakuł nawet nie wiem czego. 
W marcu, jak w garncu jest nie bez przyczyny.
Są takie chwile, gdy wydaje mi się, że dzień trwa miliony godzin i nigdy się nie skończy. Dlatego w tramwajach wybieram najbardziej nasłonecznione miejsca i się w nich grzeję. I są to jedyne momenty stałości, spójności i dobra. Łapię się na tym, że każdego dnia w swojej rzeczywistości jestem przelotem. 
Niesprawiedliwość jest tym wyrazem, którego nie jestem w stanie opisać żadnym znanym mi słowem. Potrafię za to poczuć je każdą komórką mojego ciała, każdym nerwem i emocją. 
Słaba jestem w konfrontacjach, bezbronna w poczuciu, że moje słowa, intencje odbierane są tak bardzo skrajnie od tego, co czuję. O ile w ogóle.    
Każdego dnia staję się na nowo, każdego dnia buduję konstrukcję samej siebie, taką, która nie rozpadnie się nim zaciągnę wieczorem zasłony w bezpiecznej ramie swojego okna. 
A rzeczywistość lubi mnie testować. Sprawdza, ile uniosę, ile razy zachowam dobrą minę do nie swojej gry, komu pozwolę przekroczyć granice i ile małych trzęsień ziemi przeskanuje mój cały środek w ciągu dnia. 
Gdyby moje wnętrze mogło być obrazem, to byłoby obrazem Hałasa. Jednym z tych turkusowo-niebieskich z ciemną, pionową smugą pośrodku. Jednym z tych, których nie namalował. 
Jestem pewna, że właśnie tak wyglądam wewnątrz.