trampki katie lamassu seredndipity

W ciepłe dni uciekamy na lody, które jemy na murku pod sklepem. Są tak duże, że ściekają nam strużkami po palcach i nadgarstkach. Środek rozweselający. Wieczorami włóczymy się po parkach i brzegach rzek. Śmiejemy się za głośno i wkładamy sobie we włosy kwiaty. Mamy to samo powątpiewające spojrzenie i nie nadążamy za własnymi pomysłami. Ona już za chwilę zdmuchnie 9 świeczek. A ja, jak co roku, zdziwię się, że to szybko tak.

Jak co roku dziwię się też wiośnie, która całą swoją mozolną pracę, kryje pod ziemią, pod korą drzew, w łodydze traw. Nieśmiało wychyla się delikatnym listkiem, pąkiem, ciepłym deszczem, mrówką niosącą ziarenko piasku. Niby nic. Cicho, skromnie, bez krzyku, by na drugi dzień przywitać cię tunelem z drzew w miejscu, gdzie zostawiasz auto i odebrać ci mowę.  Jak niewinne spojrzenie znad kubka kawy, które trafia, w jakąś ze strun.

Początek wiosny to tajemnica i zaskoczenia. To ten moment, gdy wszystko trwa w zachwycie. Żaby przekrzykują się w stawie, wąskie ulice pachną bzami i mokrą kostką brukową. A cała prawda zamknięta jest w jednym geście.

Umiem w zupy i w emocje, czasami w pisanie. I jestem też mistrzynią rekonstrukcji. Gdy już rozmoszczę się w swojej codzienności, to wywracam na lewą stronę i niesie mnie dalej. Gdy już wyłożę wszystkie książki na ich miejsce, to koniecznie muszę przesunąć szafę. Gdy poczuję się pewnie w służbowym świecie, to dostaję nieznany obszar do zagospodarowania. Gdy pomyślę, że jest spokojnie, wywołuję wilka z lasu i znów odwracam, dostosowuję się. Przy jednoczesnej potrzebie osadzenia się, jak herbata na ściankach kubka, ciągle będę biec przed siebie i otwierać każde okno. Szukać, choć nigdy nie znajdę. Bo wygoda mnie gniecie, a życie, jak wiosna, bezwstydnie ukazuje całe swoje piękno i nieprzewidywalność.

Czasami mówią, że to serendipity.

_____

muzyczne #serendipities:

Say Something – bo mogę słuchać na okrągło, (jak większość nie tylko mentalnych nastolatek) zachwycać się Stapletonem i tym jak prowadzona jest kamera

Ja pas  – bo niby zaskoczenie, a jednak nie do końca.