serendipity, katie, lamassu
Nigdy nie byłam nowa. Nigdy nie wchodziłam do klasy czy grupy w trakcie. Każdy mój początek był tak samo początkiem dla innych. Każdy początek wbijał mój wzrok w czubki palców i jak mantrę powtarzał słowa tylko się do mnie nie odzywaj na przemian z niech ktoś do mnie zagada, żebym nie stała jak ten cieć i czasem no zagadaj do kogoś. W nowej grupie stałam z boku, z tym spokojem na twarzy i delikatnym uśmiechem, podczas gdy we mnie toczył się najbardziej burzliwy dialog świata. I za każdym razem to ktoś wybierał mnie na towarzysza w parze, ławce. Przez to stanie z boku i powściągliwość, byłam idealnym celem dla wszystkich tych, którzy w nowym miejscu chcieli pokazać, że wcale nie pasują do szuflady nieśmiałości, do której wrzuciło ich ostatnie środowisko. Miałam tą przyjazną twarz na korytarzu, która mówiła wszystkim tylko trochę mniej wycofanym niż ja, że można się odezwać, a ja nie odgryzę głowy. 
W nowych miejscach możesz być najlepszą wersją siebie, bo możesz być sobą. Jeszcze nie masz łatek, ani tej przegródki w szufladzie, jeszcze nie plączesz się w zależnościach, społecznych interakcjach, nie odstawiasz tańców plemiennych i nie masz pojęcia, przy kim trzymać język za zębami.
W czasie rozmowy, która spadła jak grom z jasnego nieba, byłam brutalnie szczera. Może to było zbyt szczerze?, myślałam, gdy udzielałam odpowiedzi na zadane pytania. Ale zaraz potem uspakajałam się myślą, że nie mam już 25 i nie będę opowiadała bajek o sobie samej.

– No sprzedaj się jakoś.
– No nie.
To, co naprawdę mogę powiedzieć, że lubię w sobie mając te 35 lat to uśmiech, świat wewnętrzny i tę świadomość, że nie mam potrzeby robienia wrażenia na innych. 
Mogłabym użyć kilku mądrych słów i z pewnością siebie udawać, że żadne zagadnienie nie jest  mi obce. Mogłabym odegrać rolę życia, bez zająknięcia. Zrobiłam natomiast coś, co każdy specjalista od rekrutacji mógłby zawrzeć w tekście: 10 rzeczy, dzięki którym nie dostaniesz pracy. Myślę, że zrobiłam ich 11, nim zdążyłam otworzyć usta. 
Zaraz potem mówiłam wprost o swoich niedoskonałościach, o tym, czego w swoim stylu pracy nie zaakceptuję, na jakie kompromisy nie pójdę i jak bardzo nie wierzę w kilka spraw wpisywanych w listy motywacyjne. 
Wygrałam szczerością. I teraz jestem nowa.
Mówią, że trudne są początki. Dla mnie trudniejsze są końce. Te tuż przed metą, gdy już myślisz, że nie dasz rady. Te kilka metrów przed schroniskiem, gdy opadasz z sił. I te w ostatnich dniach pracy, gdy nie masz już serca. Przebierałam nogami na to nowe, jak chyba nigdy wcześniej.
Bycie nowym wyzwala nasze najlepsze cechy, które gdzieś tam się przykurzyły i takie, o których na co dzień zapominamy. Bycie nowym to wklejenie siebie w nowy kontekst i w nowe tło, w którym – na nowo (sic!) nabiera się własnych konturów. Bycie nowym jest po to, by zaskoczyć samego siebie sobą samym. Bycie nowym, to takie bycie kotem jeszcze bardziej niż zwykle.

Bycie nowym to odkrywanie siebie przez pryzmat innych. Przypomnienie sobie, jakie robi się pierwsze wrażenie, obudzenie siódmego zmysłu, wyczuwanie energii innych osób. Czasem to uruchamianie zachowań, które nie są na wyciągnięcie ręki, do których trzeba się dokopać, które trzeba sobie przypomnieć. Bycie nowym to odklejanie się od starych schematów, ciężkie jak zrywanie starej naklejki z okładki zeszytu. I akurat w tym jest pewne pocieszenie, że nie wszystko da się usunąć. To konfrontacja siebie z własnym wyobrażeniem. To rozwój.

To też odpowiedzi na mrożące krew w żyłach pytania typu gdzie trzymamy żółte karteczki? (jakie karteczki?!). To wewnętrzny krzyk przy small talkach i świadomość, że od jakiś kilku godzin mózg nie przyjmuje już nowych informacji, nie rejestruje twarzy i gubi się w korytarzach – w poziomie i w pionie 😉
To takie bycie w niebyciu.
To walka na kilkunastu frontach toczonych podskórnie, przykryta uśmiechem i spokojnym głosem. To szukanie miejsca, w którym można się zaszyć, by wziąć parę głębokich oddechów. To śpiewanie w głowie I co ja robię tu? oraz Mam tę moc na zmianę. To zaskoczenia i obietnice.

Z dziecięcą ufnością (mylnie zwaną naiwnością), z wrodzonym sceptycyzmem (mylonym z negatywizmem), ze swoimi granicami (mylonymi z wyobcowaniem), ze wzrokiem wbitym gdzieś przed siebie (mimo iż nadal uwielbiam swoje stopy), będę odkrywać nowy świat. 
Zwłaszcza ten mój wewnętrzny.

Jak jesteś nowym, to możesz być kim chcesz.
Dlatego jesteś sobą.