Mam dużo czasu i rozpieszczam się drobiazgami, na które nie było miejsca w poprzednim etapie.Rozpieszczam się pijąc gorącą czekoladę, chodząc boso po ciepłej podłodze. Długą kąpielą z pianą.W rozciągniętym, ukochanym dresie słowem czytanym, pisanym.


Czasem siadam na parapecie i przyglądam się kamienicom, a moje myśli biegną kilkaset lat wstecz. Wymyślam sobie historie o ludziach i tej ulicy, wymyślam sobie zapachy i szum codzienności.
W kamienicy naprzeciwko na trzech ostatnich piętrach nie ma firanek. U mnie w zasadzie też nie. Chcąc nie chcąc obserwujemy się nawzajem. Lubię ich, tych studentów, co całą paczką siedzą wieczorem przed telewizorem, tych drugich z laptopami na kolanach i tą chustomamę na ostatnim piętrze. Są częścią mojego widoku z okna. Tak, jak w dzieciństwie, wciąż lubię widzieć wycinek czyjegoś życia ograniczony okienną ramą i snuć opowieści o tym życiu, nadawać cechy charakteru, zastanawiać się: kto przyniósł te kwiaty stojące na parapecie?
Ale najbardziej lubię ten moment, gdy zachodzące słońce odbija się w pomarańczowych dachówkach. To jak zróżnicowana faktura murów rozprasza światło, codziennie tworząc inną grę cieni. Ergo siedzę i patrzę.

Jeszcze nie mam tu swojego miejsca, swojej chwili, swojego rytmu. Ale i na to przyjdzie odpowiedni moment.
Nadmiar czasu rozlewa mi się pod stopami. Nie przypuszczałam, że tak może być.

Rozpieszczam się prostymi, zwykłymi przyjemnościami, ale nie tylko dlatego, że mam na to czas.
Ja zwyczajnie jestem zachłanna na to co wokół mnie. Na dźwięki, obrazy, na architekturę. Jestem ciekawa tego życia co wkoło, tego psa, który czeka pod sklepem, tych detali architektonicznych nad moim oknem. Ludzi, ich myśli i zdarzeń. Tych mozaik, które układam co wieczór, z tego wszystkiego, o co otarłam się przez cały dzień. Ten mój głód obudził się na nowo, z zaostrzonym apetytem, by smakiem oblizać się na klawiaturze.
Mam poczucie bezpieczeństwa, którego brakowało mi przez ostatnie kilka lat. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zniknęło wszystko to, co wybijało z rytmu, silnie wiązało skrzydła i zaciemniało obraz. Jestem wolna od kilku zmartwień i mogę oddychać całą sobą.
I właśnie dlatego mogę się delektować, rozpieszczać i cieszyć z takich drobnostek, jak ciepła czekolada w ładnym kubku, jak powroty do domu, na piechotę przez wyspy i mosty, jak bieganie na bosaka, wieczorny uśmiech sąsiadki do swojego dziecka i zapach malin w kąpieli. Co więcej chce mi się tej czekolady i tej długiej kąpieli.  I co najważniejsze: chce mi się z tego wszystkiego czerpać przyjemność.
A gdy już się tym wszystkim nacieszę, gdy się rozpieszczę do granic przyzwoitości, to wtedy spokojna wejdę wyżej na kolejny szczebel swojej, lekko zakurzonej, drabinki .