Tegoroczna lista rzeczy do zrobienia w wakacje, których i tak nie zrobię była dość specyficzna. To znaczy ona była tendencyjna, konsekwentnie wypełniona niemal identycznymi punktami co rok, dwa, trzy… lata temu. Ale tym razem, można by powiedzieć o niej, że była listą urlopową, bo tuż przed urlopem powstała, niemal przed końcem wakacji. Mimo krótkiego czasu podjęłam się realizacji następujących postanowień:

  • Przygotować M-ce pokój dla pierwszoklasistki

Zrobione! Wykazałam się determinację wielką, bo dwa dni pod rząd jeździłam do sklepu (pod miasto), aby dostać takie biurko, jakie sobie dla M-ki upatrzyłam. Wykorzystałam też okazję do wyrzucenia do niczego nie nadających się zabawek. Wszystko, co z biurkiem jest związane zostawiłam natomiast M-ce, by sobie urządziła tak, jak chce i jak jej wygodnie i w ogóle nie ingeruję w to, że powierzchnie są słabo wykorzystane a niektóre rozwiązania nielogiczne 😉 Tego też trzeba się nauczyć 😉
  • Naprawdę zrobić porządek w szafie i naprawdę pozbyć się rzeczy, które mają więcej niż 10 lat (8, 5 i 4) i w których zwyczajnie nie chodzę i nie czekać na to, że moda wróci, bo jak wróci, to sobie mogę kupić coś nowego, a prawda jest taka, że nawet się nie zorientuję, gdyby wróciła. (Naprawdę oznacza naprawdę, a nie wyrzucenie dwóch rozciągniętych T-shirtów dla świętego spokoju).

Normalnie taka dumna jestem z siebie, jak nie wiem co! Najpierw wywaliłam wszystko na podłogę, by stwierdzić: “O nie! Wywaliłam wszystko na podłogę”, ale wzięłam się w garść i zrobiłam ostrą selekcję. Fakt. Były rzeczy, z którymi nie wiedziałam co zrobić, bo w sumie nie chodzę, ale wyrzucać szkoda… No to wpadłam na genialny pomysł: zrobiłam zdjęcia ubraniom, zrobiłam opisy i wysłałam swoim bliskim koleżankom – ¾ ciuchów do wyrzucenia znalazło nowe właścicielki 🙂 Pomysł spodobał mi się tak bardzo, że postanowiłam podobne rozwiązanie zastosować w sezonie jesień/zima. Tylko nie wiem co na to koleżanki.

  • Jedną książkę przeczytać. Nie musi być gruba. 

Normalnie idę jak burza z tymi postanowieniami! Przeczytałam, jedną i miała powyżej 100 stron!

  • Przejrzeć kolczyki i bransoletki i wyrzucić te bez pary i te przerwane, bo jednak przez rok nadal się nie znalazły i nie ponaprawiały. Sama nie rozumiem, dlaczego?

W tym niezrozumieniu trwam nadal.

  • Kupić jednak tę osłonkę na balkon, co ją od zeszłych wakacji kupuję, bo zabawa w Katie i kotka wyskakującego przez balkon już mnie nie bawi.

Kupiłam! Ale potem oddałam zakupiony towar. Otóż. Miałam zapisane (od roku) wymiary balkonu, więc poszłam do sklepu i poprosiłam o osłonkę zaznaczając, że ja z matematyki to kiepska jestem i nie wiem, ile m2 owej osłonki potrzebuję. Pan powiedział, że nie ma problemu, wystarczy podać wymiary. No to podałam! Cieszyłam się jak nie wiem co, że w końcu ją sobie zainstaluję (tak, cieszą mnie takie rzeczy). Pełna zapału i energii przystąpiłam do działania i nagle okazało się, że jednak brak znajomości matematyki może być problemem. Osłonki starczyło bowiem na pół balustrady. Oczywiście zwymyślałam Bogu ducha winnego sprzedawcę, że się nie zna, źle odmierzył. By potwierdzić swoją tezę postanowiłam zmierzyć balustradę raz jeszcze (może przez rok urosła?). I wtem! Szok i niedowierzanie! Doszło do mnie, że wymiary, które podałam panu w sklepie nie były długością oraz wysokością! Rozmiar nr 1 był długością dwóch krótszych boków balustrady a rozmiar nr 2 był długością boku dłuższego. Osłonkę ładnie zwinęłam i odniosłam do sklepu. Bum ta dysss! Może się uda next summer!

  • Zagospodarować szuflady w meblach po babci.

Jeszcze nie czas.

  • Jak już zlokalizowałam te rolki (wakacje 2013), przytargałam je do domu (wakacje 2014) to mogłabym się na nie wybrać.

Srutututu majtki z drutu.

  • Wrócić do dobrej praktyki jeżdżenia do pracy rowerem.

No jak?! Przecież na urlopie byłam!!

  • Zrobić porządek ze zdjęciami na pulpicie. 

Czy wrzucenie wszystkich zdjęć do jednego folderu zatytułowanego “do ogarnięcia” można uznać, za uporządkowanie fotograficznego archiwum?

  • Pójść na jedne zajęcia jogi. Tak, na jedne. Jest to bardziej realistyczne i konkretne niż dotychczasowe zacząć chodzić na jogę

Wybrałam sobie szkołę. To już coś. 

  • Uporządkować dokumenty.

No cóż. Ja myślę, że to jest jednak takie typowe jesienne zadanie. Aczkolwiek rzeczy ułatwiające mi to uporządkowanie nabyłam. 
Ale! W ferworze wyrzucania ubrań i składania m-kowych mebli posprzątałam coś, czego w planach sprzątać nie miałam – komórkę. I, uwaga, wywaliłam zawartość 3 kartonów, które tylko przewożę od paru lat z miejsca na miejsce, nie rozpakowując ich wcale. Teraz mam ślicznie wszystko poukładane, posegregowane w ślicznych, nowych kartonach. Więc, doprawdy, fakt posiadania bałaganu w dokumentach gaśnie przy tym heroicznym dokonaniu.

  • Kupić abażur.

Poza tym, ze chcę abażur, to chcę mieć ładny abażur. Wszystkie były brzydkie. Nie ma abażuru. Jest brzydko zwisająca żarówka.

  • Zamontować rolety. Do końca, bo ta jedna jednak śmiesznie tak sama wygląda.

W sumie to Rodziciel zamontował, ale dzielnie mu kibicowałam i docinałam tam gdzie trzeba było i mam już rolety we wszystkich oknach (choć nie w każdym są one równe)

  • Odpuścić. Odpuścić to wszystko, czego się trzymam. Przyjąć pewne rzeczy, zjawiska i ludzkie zachowania bez potrzeby zrozumienia ich, umiejscowienia w tym, co dla mnie znane.

I choć wiele jeszcze w tym temacie jest do zrobienia, to muszę przyznać, że coś drgnęło.

  • Potraktować nowy obszar zawodowy jako przestrzeń do zabawy, odkrywania, rozwijania, poznawania siebie z innej strony.

No nie bardzo miałam jak będąc na urlopie… Ale po powrocie dostałam jeszcze kolejny, nowy obszar. Jeszcze nie wiem, czy to mnie pogrąży czy wręcz przeciwnie. Odkrywania za to będzie, że łohoho.

  • Nie bać się. Nie bać się, do cholery.

Podobno im człowiek starszy, tym bardziej pewny siebie, potrafiący realnie ocenić w czym jest dobry. A u mnie jakoś tak zupełnie na odwrót. Niezaliczone. 

  • Zejść z poziomu mam taki bogaty zasób słownictwa, że zapomniałam o zasadach gramatyki i wrócić do podstaw w angielskim.  

Do podstawowych wręcz. Trochę przysypiam z nudów 😉

  • Więcej pisać na blogu. 

Wciąż się staram.

  • Odpocząć.

Postanowiłam odpoczywać nadal. Nie tylko w wakacje. Idzie mi całkiem nieźle. Godziny poza służbowym biurkiem wyciskam do ostatniej kropli.

  • Nie przejmować się tą listą.

Ależ skąd! Ani trochę! Ale powiem tak: ja lubię te swoje wakacyjne listy, mimo iż są bardzo na wyrost. Pomagają mi się skupić, pomagają mi pokazać samej sobie, że potrafię wziąć się w garść. Co więcej, postanowiłam pójść za ciosem i zrobić listę na jesień. Niezbyt dużą. Niezbyt zobowiązującą. Znów taką, którą nie ma się co przejmować, ale dzięki której w podświadomości, działania są troszkę bardziej celowe. 
Jesień jest dobra na myślenie, na budowanie. Dziś muszę mieć cel i plan. Dlatego planuję dalej. Planuję wszystko to, czego nie zrobiłam w wakacje. Planuję jeden taki wieczór, którego nigdy nie było. Planuję znów pojechać w góry, mogą być nawet niskie. Planuję znów pisać senniki i odzyskać swoje dawne. Planuję dopieszczać się do środka i przeczytać 6 książek do grudnia i na bieżąco czytać Zwierciadło. Planuje nauczyć się pleść warkocze sobie i M-ce, bo przecież właśnie po to zaczęłam zapuszczać włosy – by zapleść sobie długi warkocz. Dalej robić po prostu swoje, najlepiej jak się da.