fot. unsplash.com

Czy naprawdę wystarczy tylko zamarzyć?
Namalować opuszką palca zanurzoną w akwareli to, co w duszy gra, śpiewa, tańczy, siedzi na gałęzi drzewa, macha nogami i pluje pestkami z czereśni?

Czy wystarczy powiedzieć tak, otworzyć drzwi temu, co przychodzi, pozwolić się temu rozsiąść na kanapie (w której z każdym dniem, coraz bardziej brakuje podłokietników), poczęstować herbatą i po prostu ze wszystkim przyjąć?
Mieć tę m-kową wiarę, że wszystko jest możliwe i wszystko można?

Tak. Są takie chwile, kiedy właśnie to wystarczy.
Jak to mówią: just do it.

Rozbiłam swoją dzienną piniatę. Pociągnęłam z nudów za dyndający sznurek, a on zaprowadził mnie do kłębka, o którego istnieniu pojęcia nie miałam.
Zrobiłam tylko jeden mały krok a teraz stoję oniemiała.

Bo przede mną, jakby rozrosła się przestrzeń, z jednym zdaniem nabazgranym w zeszycie. Za tym zdaniem, poszło działanie a za nim lawina całkiem dobrych zdarzeń.
I tak właściwie, czuję się, jakbym  dostała na własność i tylko dla siebie, całkiem sporą stajnię jednorożców.