Tarasewicz

Tego lata chodzę wolniej. Chowam się w rozpalonych dniach i stronach czytanych do połowy. Odklejam się od tego, co na zewnątrz, skupiam w środku. Daję się wodzić chwilom na pokuszenie i widzieć rzeczywistość w akwareli, jakbym była obok niej.  Tego lata mniej słów we mnie, ale za to więcej uśmiechu. Myśli spokojniejsze, no chyba, że dotyczą przesuwania mebli. Każdy dzień tego gorącego lata, jest jak ulubiona piosenka z rana, przy której słodko mija czas, trwoniony między palcami. 

Tego lata jestem już znów starsza i znów nie czuję tego w sercu. Może czasem w doświadczeniu, które szepnie coś zza kulis. I nie przybyło mi siwych włosów na skroniach, jak przed rokiem. To dobry znak.

Tego lata dbam o siebie bardziej niż zwykle i staram się być dla siebie dobra. I nie jest to łatwe. Cholernie trudne wręcz, bym powiedziała.

Tego lata śnię o miejscach, których w mieście na literę „w” jeszcze nie ma, a którym robię zdjęcia. Najpiękniejsze. Już na jawie chodzę po obrazach Tarasewicza , a muzeum mam tylko dla siebie. Rytm, powtarzające się motywy uspokajają takich jak ja.

Ponieważ jestem dziewczyną o smutnym wyrazie twarzy, to rzadko inni wierzą, gdy mówię, że w środku tryskają gejzery radości. I uwierzyłam w ten smutek, z którym mi do twarzy, mimo iż czułam, że jestem radosnym miejscem, aż Gallup odkrył, że na 9 miejscu dumnie pręży się Positivity. Ergo, staram się nie przejmować.

Tego lata wszystko jest inne i ostatnie i pewnie jest tak za każdym razem, ale dopiero teraz zdaję sobie z tego sprawę.

Tego lata mogę pisać tylko o tym lecie, jakbym nie mogła wyjść przed szereg zwątpień ułożonych przez samą siebie.  Tego lata brak mi słów, a potrzebuję ich mocniej niż kiedykolwiek.  Tego lata chcę głośniej wykrzyczeć siebie z lęku, że za chwil parę zabraknie mnie dla siebie samej.

Jak można być na wskroś szczęśliwym, a jednak widzieć, że drugi koniec to jakaś strata jest?

Tego lata nadal sprawdza się teza, że jestem lepsza, niż pierwsze wrażenie o mnie.