• Blog

    something stupid

    Z przerażeniem patrzę, jak stopniowo czerwoną adnotacją zapełniają się kartki w kalendarzu na koniec kwietnia i cały maj. Jutro o 8:30 postawię swoją czarną nie_szpilkę – choć ten obcas dla mnie niczym szpila – przy krawędzi białej linii i na znak zacznę swój bieg w maratonie. Będę biegła wśród lubuskich wiosek, przez hektary lasów, ciągi obdrapanych murów, będę kręcić się na rondach i biec wzdłuż spokojnych jezior. Będę przebiegać w mazowieckim między peronami i stacjami metra w sztafecie, gdzie odbiorę wytyczne i podam stosy dokumentacji. Uśmiechniętym truchtem pokonam obszar całkiem małych i całkiem dużych miast w dolnośląskim. Z jednej kartki kalendarza na drugą, z jednego województwa do drugiego będę skakać…