• Blog

    jak na lotni

    W połowie sierpnia powietrze wieje chłodem, a popołudniowe słońce błyszczy, jak garść miedziaków trzymana w dłoni. W torebce, wraz grubszym swetrem, noszę niezgodę na koniec lata i zamykanie mnie w mentalnych szufladach pachnących naftaliną. Z każdym krokiem czuć mięśnie coraz bardziej, a po obu stronach szlaku trawy fioletowieją od wrzosów. Na Instagramie puszczam zalotnie oko i stoję na tle gór. W zamkniętej kompozycji tworzę obraz pozorny. Choć to prawda, że w górach jest mi lżej. Czasem myślę, że noszę wszystko na wierzchu, aby uniknąć wszelkich pytań, o to, co w środku. A przecież i tak traktowane jest to powierzchownie, z pobłażaniem, potrącane do bólu przy każdej z możliwych okazji. Niezauważalne. Mam nieodparte…