• Blog

    holiday

    Koniec roku szkolnego. Wakacje. Kiedyś czas słodkiego lenistwa, pakowania plecaka na obozy PTTKu, wolności, wieczornych i długich spacerów brzegiem rzeki, samodzielnych wyjazdów, czasu spędzanego z przyjaciółmi i radości. Teraz koniec roku szkolnego pakuję do szufladki z wizytówką: sprawy i rzeczy, które już mnie – niestety – nie dotyczą.  Ale tak, jak uczniowie wyczekiwali tego piątku, tak i ja przebierałam na samą myśl o nim, nogami ze zniecierpliwienia. I ten wczorajszy, piątkowy ranek, jako pierwszy od wielu tygodni, powitałam z radością i energią, że oto już jest.

  • Blog

    piosenka pisana nocą

    Najtrudniejszy jest ten moment, gdy trzeba rozkleić powieki. Odsunąć  kołdrę i postawić bosą stopę na podłodze. Newralgiczna chwila walki psyche i somy. Logika mówi, że trzeba wstać a ciało, jak z ołowiu uparcie leży dalej. Walczą ze sobą myśli, że to już czas, że trzeba, ale jeszcze tylko chwila, ciiiii… nic się nie stanie… Najtrudniejszy odcinek od łóżka do kawy i czajnika. Dłużący się czas, gdy trzeba czekać aż zaparzy się stelaż, który później trzeba oblec swoim ja. Ogarnąć się, rozczesać poplątane sny, zmyć głęboki dotyk poduszki z policzków. Wyjść w deszcz.

  • Blog

    son of the blue sky

    Spakowałam krótkie spodenki, dobry humor i aparat. Bez baterii. Zamknęłam drzwi na cztery spusty z zestawem do makijażu i przepełnionym kalendarzem. I baterią do aparatu. Minęłam granice miasta i zostawiłam wszystko to, co się w nim dzieje, nie odwracając się, nawet myślą, ani na chwilę. Weekend na wsi mam niby co tydzień. Ale to zupełnie inna wieś i zupełnie inny weekend.