• Blog,  introwertzm

    the recluse

    Zmarznięte poranki, pachnące mgłą o smaku kruszonego lodu powoli ściągają mnie cięższym obuwiem na ziemię. Kończy się czas pomieszkiwania w domu rodzinnym, mieszkanie tymczasowe już prawie gotowe. A z nim czas na wypracowanie nowego rytmu i innych systemów, dostosowanie się do innych i wyprostowanie krnąbrnego charakteru. Po obu stronach są obawy, o wiele bardziej na miejscu, niż ten regał na książki w końcu pokoju. Będziemy uczyć siebie na nowo i od nowa w nowych układach i zależnościach. Jest we mnie całkiem sporo ekscytacji i pozytywnej pewności, że wkomponuję się w rodzinny portret, choć pewnie będę trochę odstawać. Tak naturalnie, jak zawsze odstaję w relacjach międzyludzkich.   

  • Blog,  introwertzm

    slipping through my fingers

    Wbrew i na przekór wszystkiemu, pokonaliśmy nieprzychylny nam system i M-ka dostała się do przedszkola. I to jeszcze tego pierwszego wyboru. Cieszę się niezmiernie i dlatego, że wreszcie przedszkole i dlatego, że moje cygańskie dziecko zacznie się w końcu socjalizować i przestanie warczeć na inne dzieci grając z nimi w piłkę (to nie jest żart). Ale cieszę się również dlatego, że to przedszkole z “mojej dzielni” niemal pod moim domem rodzinnym. Wprawdzie ja do niego nie chodziłam, ale i tak bardzo mi się pozytywnie kojarzy. Chodziłam po nim z W. w podstawówce. Biegałyśmy w weekendy po jego dachu i po płocie, z którego dotkliwie spadałyśmy.  A w liceum przesiadywaliśmy na…