Pomimo iż Nika przestrzegała mnie, abym w żadnym wypadku nie zaczęła rozmyślać nad tym, czego związanego z osadą mogłoby mi brakować, to było to jednak silniejsze ode mnie.  I choć nie są to rzeczy, które mogłyby wywołać we mnie wielką tęsknotę, to myśląc o nich uśmiecham się lekko.  

Być może kiedyś sentymentalnie wspomnę sobie o:
  • światłach i cieniach wirujących miękko na jasnej podłodze w dużym pokoju
  • orzechu, którego obserwowałam przez okno leżąc na podłodze
  • czereśni przed domem, która swoimi zielonymi lub żółtymi liśćmi, nagimi ramionami, białym kwieciem i słodkim owocem odmierzała mi pory roku
  • wschodami słońca nad polem
  • przestrzeni tuż za gospodarstwami domowymi
  • rozgwieżdżonym, rozłożystym niebem
  • wieczornym szemrzeniem kombajnów
  • widokiem zakopanej w śniegu osady
  • czasem ciąży, gdy byłam lekka (mentalnie)
  • tym fragmencie podłogi, na którym M-ka postawiła swoje pierwsze kroki
  • śpiewie ptaków
  • ciszy i spokoju
  • soczyście zielonych wiosnach i latach zbożem pachnących
  • imprezach z przyjaciółmi
  • wieszaniu prania na dworze i zapachu wiatru, który skrył się w splotach nici
  • spacerach przez pola
  • jaskółkach, jak nutach rozsiadłych na pięciolinii kabli wysokiego napięcia
  • kawie pitej porankiem na progu domu w samej piżamie
  • wycieczkach rowerowych po okolicy
  • piwie pitym wieczorem na murku ruin w erze przed dzieckiem
  • drogi kilkunastu zakrętów, którą mknęło się tak cudnie
  • koniach z wioski obok
  • zapachu i trzeszczenia drewna palonego w piecu
  • ogródku tuż za drzwiami
  • polach rzepaku
  • oddaleniu od miejskich spraw
  • złotych myślach i złotych radach Pana Z.
Nie zatęsknię za życiem, jakie tam wiodłam.
Będę tęsknić za obrazami i nastrojami, w jakie mnie wciągały.