Był rok 2002 i szłam złożyć papiery na drugi kierunek studiów.
Niektórzy pukali się w czoło, no bo po co mi ten drugi kierunek, czemu chcę studiować dwa jednocześnie, a jeśli już naprawdę muszę, to czy koniecznie akurat ten?


A ja wtedy wiedziałam, czego chcę. I wiedziałam, że ten jeden mi nie wystarczy, a te dwa dadzą silną podstawę.
Połączyłam dwie, na pierwszy rzut oka, przypadkowe metodologie.
Ktoś z boku mógłby powiedzieć, że nie było w tym żadnej logiki.
Ja widziałam szerszy kontekst.

Po drodze ta wiedza “czego chcę” trochę przyblakła.
Co jakiś czas przebijała się głośnym krzykiem: Hej! Jeszcze tu jestem! Zapomniałaś o mnie? 
Ale układ sił był nie ten.

Jest rok 2012, stoję przy biurku pokrytym stosem papierów.
Nagle do mnie dociera, że już drugi raz, w ciągu kilku miesięcy, połączyłam ze sobą te dwa na pozór odległe sobie światy.
Udowodniłam, że można. Realizuję swój cel i zajmuję się tym, czym chciałam.

Dlaczego więc robię wszystko, aby stąd odejść?