Blog

move in the right direction

Przygotowuję lekarstwa i bawię się w farmaceutę. Takiego, co wierzy w moc roślin, ziół i wszystkiego, co naturalne.
Jakaś pra_kobieta, której geny noszę w sobie byłaby ze mnie dumna. Za to parzenie ziół, siekanie cebuli, wyciskanie cytryny, zalewanie malin. Za naturalne syropy i różne metody zbijające gorączkę i walczące z kaszlem. Za to przemycanie czosnku w różnych produktach spożywczych.
Wyjątkowo ciągnie mnie do kuchni. Do zupy z dyni, do masła czosnkowego i do ciastek wszelakich. Mieszam, przelewam i dobrze mi z tym.

Co cztery godziny telefon z pytaniem: I jak tam sytuacja w domu? Jak dziecko?
Jakby były to telefony, które leczą, jakbym miała zaraz oświadczyć, że nastąpiło cudowne ozdrowienie i za trzy minuty będę. Bo na pewno nie są to telefony podszyte troską.
Najpierw pytania preteksty, które można spokojnie zadać tym, co w zasięgu wzroku i uzyskać na nie satysfakcjonującą odpowiedź. Nagle okazuje się, że jestem chodzącą bazą na każdy temat.
A potem stwierdzenie, że chyba nie jestem potrzebna dziecku do leżenia w łóżku i oglądania bajek, natomiast tu mój brak odczuwany jest na każdym kroku.
Z tym jednym zdaniem znika cały mój sentymentalizm. I nie ma już odwrotu.
Zastanawiam się, czy to jeszcze przykład ekstremalnej głupoty czy może już element mobbingu.
Spadają wszystkie dekoracje i nagle widzę w jakiej rzeczywistości się znajduję. Rzeczywistość, że aż nie_do_wiary, że aż mnie bolą oczy.

Najbardziej boję się pytania: co sądzi pani o swoim pracodawcy?
Naprawdę, wolałabym nie odpowiadać, co naprawdę sądzę a nie wiem też, jak bardzo mogę nagiąć rzeczywistość.  

 

12 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *