• Blog

    a hard day’s night

    Marzę, by wejść do jeziora otulonego sosnowym lasem, gdzie małe rybki ławicą obwąchują łydki. Czuć pod bosą stopą mech i krople rosy. Mam ochotę, jak Pocahontas, pobiegnąć leśnych duktów szlakiem I dlatego nie mogę jeździć do wioski w widłach rzek na literki O i B.

  • Blog

    something stupid

    Z przerażeniem patrzę, jak stopniowo czerwoną adnotacją zapełniają się kartki w kalendarzu na koniec kwietnia i cały maj. Jutro o 8:30 postawię swoją czarną nie_szpilkę – choć ten obcas dla mnie niczym szpila – przy krawędzi białej linii i na znak zacznę swój bieg w maratonie. Będę biegła wśród lubuskich wiosek, przez hektary lasów, ciągi obdrapanych murów, będę kręcić się na rondach i biec wzdłuż spokojnych jezior. Będę przebiegać w mazowieckim między peronami i stacjami metra w sztafecie, gdzie odbiorę wytyczne i podam stosy dokumentacji. Uśmiechniętym truchtem pokonam obszar całkiem małych i całkiem dużych miast w dolnośląskim. Z jednej kartki kalendarza na drugą, z jednego województwa do drugiego będę skakać…

  • Blog

    viva la vida

    Jedną stopą staję za progiem i już słyszę jak śpiewają do mnie drzewa. gik – gik, fit – fit, cik – cik przeplata się kląskanie słowika ze śpiewem jaskółki. Piski wróbla próbują wtórować wibrującemu trelowi skowronka a sroka szorstkimi okrzykami przywołuje wszystkich do porządku. Gdzieś tam na końcu gałęzi siedzi sobie szpak. Ćwierka, skrzeczy, klekoce, gwiżdże, splata swoje śpiewy z zasłyszanymi dźwiękami innych ptaków. Przedrzeźnia je, a one odpowiadają mimetycznemu skrzydlatemu. Od wczesnego rana sroki budują gniazdo na brzozie, wieczorem nowy dom  jest już gotowy. Szpak ze źdźbłem trawy w dziobie rozgląda się między gałęziami szukając odpowiedniego miejsca. Uwija się życie.