Bez kategorii

piosenka leniwych słoni

Bim bam, bim bam…
Przerzucam od niechcenia z jednej dłoni do drugiej brzęczącą, kocią zabawkę.
Kot u moich stóp rejestruje jej ruch zielonkawym, zaniepokojonym spojrzeniem. Mieszanką niezrozumienia i oburzenia oplata moje palce, bo jak to tak bezczelnie, na jego oczach, mogę się bawić czymś, co skutecznie ignorował przez ostatni miesiąc?
Bezczelnie bimbam sobie w niepościelonym łóżku, choć jest już grubo po południu, z resztką snu na twarzy i niepozbieraniem we włosach.
Wypuszczam zabawkę z dłoni, kot zwinnym susem pędzi za nią, wpadając w stertę czegoś, co zdaje się miałam wyprasować.
Mnie na taki zryw dziś nie stać.
Bimbam sobie, przerzucając się z boku na bok, przerzucając strony gazet, kartki książki i utwory na playliście dzisiejszego dnia.
Sennie, leniwie. Zajadam się truskawkami, których sok zlizuję z wnętrza dłoni. Chmurzy mi się mój kawałek nieba wydzielony okienną ramą. Lubię tak leżeć i patrzeć na zabrudzone dachówki kamienicy po drugiej stronie jezdni.
Bimbam sobie przepuszczając czas przez palce i odwracając tarcze zegarów.  
Nie mam wyrzutów sumienia, bo w tym bimbaniu robię wszystko to, co dziś zrobić powinnam.
Wyprasowałam swoje lęki i starłam obawy.
Posegregowałam odpowiednio sprawy i te służbowe odłożyłam na najwyższą półkę.
Odkurzyłam swoje drobne przyjemności i podlałam możliwości.

Brzęcząca zabawka wturlała się pod szafkę. Kot stracił zainteresowanie, otarł się o moje ramię, ogonem przejechał po twarzy i zwinął w kłębek. Ja w rogalik. Zamruczeliśmy do siebie w zadowoleniu.

14 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *