we wrześniu, serendipity

We wrześniu serendipity trochę spowolniło, schowało się w tym, co wewnętrzne, zajęło przeszłością, grzebaniem, szukaniem i tworzeniem czegoś nowego. Czasem się myliło, obiecywało sobie sporo, a dostawało niewiele. Ale, jak zawsze, i to potrafiło przekuć na coś wartościowego dla siebie.

Na początek zabieram Was na spacer po mieście. Bo we wrześniu spaceruje się idealnie.

#zwiedzanie

Kino Mural

Lubię, gdy sztuka wychodzi poza sznurek, którego odbiorca nie możne przekroczyć. Gdy objawia się niespodziewanie, łapie za kołnierz kurtki lub gardło, gdzieś na środku ulicy i nie pozwala przejść obojętnie. Lubię, gdy zmienia oblicze miasta, gdy na nowo nadaje znaczenia.

Przez dwa wieczory na kamienicach Nadodrza symultanicznie wyświetlano  zapętlone filmy, ruchome graffiti przygotowane przez artystów z całego świata. Audiowizualne instalacje, performance, wideoart na ścianach kamienic osiedla, na które przez wiele lat mało kto odważał się zapuszczać. Było w tym jakieś odrealnienie, magia. Znany fragment własnego miasta w innym wydaniu. Tłum ludzi, strzępki rozmów zbite w jeden szmer. Skupienie tych, co oglądali i przebieganie między kamienicami tych, których projekcje zaskoczyły. Klaksony aut, które próbowały się przedostać przez morze ludzi przechodzących od projekcji do projekcji. Dzwonki rowerów i ciało gołębia na środku podwórka wśród ludzi. Ładne obrazki i drażniące słowa. Estetyczne głaskanie i niewygodne tematy. W soczewce sztuka w przestrzeni publicznej.

wrocław, nadodrze

Mobile Photo Trip ETZT Wrocław

Czyli spacer miłośników fotografii mobilnej w ramach festiwalu #YesImMobile z okazji Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu.

Plac Tadeusza Kościuszki we Wrocławiu to jeden z większych i ważniejszych placów w mieście. Jego powierzchnia to około 2 ha i można spędzić tam (co najmniej) 6h fotografując jego budynki, fasady i detale architektoniczne. Za czasów Breslau zbudowano tu reprezentacyjne kamienice, hotel, restauracje, Okrąglak i  Dom Handlowy Wartheim, a nocą świeciły barwne neony.

Po wojnie powstała Kościuszkowska Dzielnica Mieszkaniowa, to tutaj znajdował się pierwszy EMPiK, w którym kupowałam kasety wracając ze szkoły. Tu otwarto pierwszego we Wrocławiu McDonalds’a a zakupy w Powszechnym Domu Towarowym przeżywałam jeszcze tydzień po. Zachwycałam się neonem ze skradającym się złodziejem i kupowałam albumy o sztuce w księgarni. Tu zdarzało mi się pić piwo w podwórkach KDMu i kupować papierosy w Okrąglaku, tu chodziłam na filmy do Kina Warszawa i na żeberka do TGI Fridays. Tu podczas studiów oglądałam architekturę i uczyłam się, co mówią nam fasady budynków. Tutaj chodziłam na lody do Tutti Frutti i tu zaczynały się moje randki.

Dziś Plac Kościuszki to m.in. przedwojenny budynek Hotelu Savoy,  Rozbudowany Dom Handlowy Renoma, lampy w arkadach projektu Witolda Lipińskiego (tego samego, który zaprojektował obserwatorium na Śnieżce), restauracje, kawiarnie, Dolnośląskie Centrum Filmowe i kilka galerii sztuki (zdjęcie główne to grafika Janiny Myronowej z projektu Porysowane wystawianego w galerii  SiC!)… i ponad 200 zdjęć w telefonie ;).

KDM

#czytanie

“Sekrety przodków, czyli jakie znaczenie ma to, że twoja babka zwiała przez okno z kochankiem” Katarzyna Droga

Zainteresowana dziedziczeniem traum i psychogenealogią zbieram treści, z których buduję bazę pod własne opowieści. Wierzę, że dziedziczymy trochę więcej niż kształt nosa czy kryształowe lustra. W swym panieńskim nazwisku moja ciotka miała ukryte nazwisko przyszłego męża. Wystarczyło tylko przestawić litery. Dwie siostry rodziły dzieci w te same dni i miesiące, zmieniały się tylko lata. Moja mama wiedziała o mojej ciąży, bo kupiłam sobie sukienkę w grochy. Tak jak ona i moja babcia w stanie błogosławionym – nie wiedziałam o tym wcześniej.  Szukam więc takich potwierdzeń, wyjaśnień w świecie szkiełka i oka. W tej książce tego nie znalazłam. Wydaje mi się, że czytałam dość uważnie, ale nie znajduję odpowiedzi na pytanie zawarte w tytule. A przecież obiecywałam sobie po tej książce wiele.

Sekrety zdają się być o czymś innym, niż mówią, że są. Sporo tam ustawień Hellingera (no nie moja bajka), jakiegoś dziwnego upraszczania i kierowania się schematami, stereotypami. Historie rodzinne, które niewiele wnoszą i taki dziwny wydźwięk pierwszej części, z której wynika, że z góry jesteśmy skazani na niepowodzenia, cierpienia i nieszczęścia, które ściągnęli na nas przodkowie swoim działaniem. Liczyłam jednak na trochę więcej powagi i merytorycznej treści.

“Żywność dla dzieci. To jest ****a dramat” Doktor Ania

I to jest powaga i merytoryczna treść, której szukam. Bez owijania w bawełnę, mydlenia oczu, prosto z mostu, ale bez oceniania, o tym, jak zdrowo i mądrze żywić dzieci. Przyznam, że większego kłopotu z tym nie miałam. M-ka smak cukru poznała w przedszkolu, bo posłodzili herbatę. Zwykła woda, to był i jest najlepszy napój. Słodycze zalegały w szafkach miesiącami, czasem tracąc termin ważności. Gotowce podawałam rzadko. Nie toczyłam bojów z babciami, bo wyraźnie wyznaczyłam granice, co można jeść a czego nie. A przy Małej Zo zwątpiłam w samą siebie. Zdurniałam przy rozszerzaniu diety, popełniłam kilka głupstw. I książka Doktor Ani spadła mi jak z nieba. Dodała pewności, pomogła wyeliminować błędy. I choć nie jest tak różowo z tym jedzeniem jak 9 lat temu, to umiem obliczyć zawartość cukru w porcji i nie robię sobie wyrzutów, gdy od czasu do czasu sięgnę po słoiczek.

#oglądanie | film

Kamerdyner

“(…) w krainie kaszubskiej, której przeznaczeniem było trwanie przy tym co polskie. I za to trwanie Kaszubi często płacili najwyższą daninę”.

To ostatnie zdanie, wypowiedziane przez głównego bohatera, kołacze się wciąż z tyłu głowy. Pewnie dlatego, że coś o tej daninie wiem, choć tylko z rodzinnych opowieści. To moje kaszubskie pochodzenie chciało ten film obejrzeć i zapewne z jego powodu obiektywna nie będę. Ale to piękny obrazek, niezwykle czuły, nostalgiczny, z fenomenalną grą Gajosa i oddający, choć trochę, sprawiedliwość tej ziemi i jej ludziom.

“Pewnego razu… w Hollywood” 

Och, przecież nie mogłam sobie odpuścić Tarantino, Pitta i DiCaprio w jednym pakiecie! Bawiłam się przednio. I wyłapując cytaty z innych filmów, wydarzeń, postaci (a i tak wiem, że jeszcze wiele zostało nieodkrytych). I patrząc na, jak zawsze, fantastycznego Leo. I stwierdzając w zaskoczeniu, że Pitt jest lepszym aktorem niż sądziłam. I nie mogąc oderwać wzroku od Margot Robbie. I widząc po raz ostatni na ekranie Luke’a Perry’ego. I odczuwając satysfakcję, że ze swoimi zdjęciami obutych stóp, jestem niemal jak Tarantino! No i naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio popłakałam się ze śmiechu w kinie (chyba było to na Operacji Samum, ale był to śmiech innego gatunku, więc chyba się nie liczy).

#oglądanie | serial

Pod powierzchnią

Myślę, że to całkiem zgrabny serial, choć początkowo obawiałam się, że będzie to nieudana wariacja na temat The Affair. Czy naprawdę aż tak ciężko jest wymyślić opowieść bez wzorowania się na zagranicznych hitach? I czy producenci myślą, że tych inspiracji a czasem wręcz kalek nie widać? Że tylko oni mają abonament Netflixa czy innego HBO? Mimo zapożyczeń historia biegnie innym torem i potrafi zainteresować. Irytuje postać Oli, postaci Bartka w zasadzie nie rozumiem, ale bardzo odpowiada mi obsada. I właściwie to ona robi całą robotę.

Stulecie Winnych

Nie wiem, co z tym fantem zrobić. Bo ani to nie podchodzi pod quilty pleasure ani pod oglądam dla beki. Rozbawił mnie tytuł (dziwne rzeczy mnie bawią), potem zobaczyłam czas akcji i pomyślałam, że to przecież okres, o którym zbieram informacje, jest Wieczorkowski, więc dlaczego nie. Przyznaję, dwa pierwsze odcinki mnie wciągnęły na maksa. A potem to już trochę wiało nudą. Jak coś zaczęło się dziać, to skończył się sezon. Szalenie bawiło mnie pojawianie się w każdym odcinku tzw. postaci z epoki. Z jednej strony było to ciekawe rozwiązanie, a czasem trochę na siłę. Co dziwne – czekam na drugi sezon.

#słuchanie

pidżama porno

Sprzedawca jutra – Pidżama Porno

To płyta o tym, jak Grabaż złamał mi serce. Kto znał mnie półtora dekady temu, ten zna też opowieść o dłoni w jego dłoni i zapewne domyśla się, jak bolesne jest to pęknięcie. Po Hokejowym zamku miałam nadzieję, że to tylko taka delikatna zapowiedź, idealny radiowy singiel, że cała płyta to będzie sztos. Obiecywałam sobie dużo i zapewne dlatego się zawiodłam. To nie jest zła płyta, ale wybitna też nie. Ot, taki rock o Polsce podzielonej na pół. Czasem jakiś utwór zakręci się w uchu na dłużej (Pomocy!), ale wciąż mam wrażenie, że ja to już gdzieś słyszałam. Bo słyszałam, na poprzednich płytach.

Grabaż nadal śpiewa i pisze tak, że we mnie się to zaczepia, ale już chyba nie trafia i nie wchodzi do środka, jak dawniej. Z tego albumu zapamiętam pewnie tylko świetną okładkę i wyśpiewaną frustrację, żadnego tekstu i riffu. I tak, jak warto było czekać 15 lat na Chinese Democracy Gunsów, to ze smutkiem stwierdzam, że o Pidżamie tego powiedzieć nie mogę.

Run Home Slow – The Teskey Brothers

Zaczęło się od So Caught Up, które do tej pory gra mi w głowie dzień po dniu. A potem to już poszło. Pokochałam ten blues za spokój, jaki mi daje, wewnętrzne rozluźnienie i uśmiech. I już nie napiszę więcej. Idę słuchać!