Jest takie moje pisanie, którego się nie rozumie. Jest takie, które – mimo niedpowiedzeń i metafor – jest bardzo jawne i wprost, bo znasz je z autopsji. Jest takie moje pisanie, którego się nie rozumie, ale czuje którąś z komórek, która zachowała strzępek doświadczenia, powidok emocji. Bo choć introwertycznie i do szpiku o sobie, to jednak wierzę, że o każdym z nas po trochu.

m y ś l

W jednej chwili zakuło i zrobiło mi się przykro. Później pomyślałam hola! przecież to jeden z łatwiejszych tekstów! A potem, że to dobrze, bo Serendipity nie jest dla każdego. Bo tak samo nie każdy dostrzega i nie potrafi docenić przypadkowych odkryć i miłych rzeczy(wistości). Nie wszyscy lubią jesienną mgłę i nie wszyscy czytają Mroza.

c i a ł o

Mama, kilka koleżanek i ulubiona para jeansów zauważa, że fizycznie jest mnie mniej, ale tylko raz pada pytanie, czy jestem zdrowa. Jestem, choć czasem wypadają ze mnie mechate kłębki nerwów, jak kule z bębna maszyny losującej. Zawsze parami. Zawsze w ekstremalnej dychotomii. Oddycham wtedy przez pięty.

Moje ciało karmi inne i zaskakuje mnie swoją siłą. Rysem mięśni i akceptacją swej niedoskonałości.

Mimika mojej twarzy wciąż nie nadąża za wewnętrznym festiwalem kolorów. I choć przyciąga, to nadal nie pasuje do wizji świata, w której szerokiem uśmiechem zwabia się tłumy. Z łatką wycofanej, smutnej dziewczyny wchodzę w miasto.

f o r m a

Zapomniałam jak architektoniczna forma może koić. Jak przyjemny chłód dają mury gotyckich kościołów, jak ładnie być może. Mówiąc ładnie mam na myśli z szacunkiem do architektonicznej tkanki i przenikalności czasów teraźniejszych, przeszłości i przyszłości.

Formy ekspresji, przekazu, kształty, szablony i wzorce, wszystko to w ułamkach sekund zostaje ocenione, odrzucone, przyswojone, zaakceptowane. I tak kilkadziesiąt razy dziennie często podświadomie i bezrefleksyjnie, tworząc kolejną formę, szablon i wzór, który czymś się wypełni.

r u c h

Brzozy za oknem świecą żółcią swych liści. Z ich gałęzi sikorki przeskakują na balustradę naszego balkonu i z ciekawością zaglądają nam w okna. Coraz mniej światła za dnia i coraz więcej przestrzeni we mnie. I coraz bliżej mi do Kanta.

Jaką formę przybierze moja myśl, czy skurczy się ciałem, uniesie kącikiem ust, czy uleci nieuchwytna lub siądzie na sercu, na wątrobie? A może stanie się słowem, które złapiesz w lot lub odrzucisz jeszcze szybciej?

Po ponad roku mam w sobie tę odwagę, by patrzeć na swoje odbicie w lustrze, gdy tańczę.

Po 20 latach nie chcę już pisać tylko dla siebie.

Ale też wiem, że nie chcę pisać dla wszystkich.